środa, 14 listopada 2018

Na granicy lasu

"Jasno i wesoło było tam, gdzie las się kończył. Obok koliby na wypalonej połoninie bujne trawy śmiałkowe i mleczanki walczyły z nowym zasiewem jodłowym. Tam i młodzieży leśnej i młodym jodełkom i smereczkom było weselej – jak długo były młode. Gdy tylko trochę podrosły, wiatr je łamał, wypaczał, mroźnym powiewem obłupiał z kory, wykoszlawiał w kalectwo. A przede wszystkim wyrębywali je ludzie, co już zagnieździli się na tych łysinach. Co roku uprzątano połoninę, rozszerzano ją, wyrębywano dalej, wypalano korzenie i kłody."

Stanisław Vincenz, Na wysokiej połoninie. Prawda starowieku
W Czarnohorze (fot. A. Nowak, 2009)

I znów o redyku:)

"Sunęły jak spokojna fala. Drobnym krokiem, z pyszczkami przy ziemi, bo w drodze do domu też trzeba coś zjeść. Na przodzie szedł Józek. Masywny, dostojny, szerokim, powolnym krokiem. Dla fasonu wspierał się na jaworowej lasce. Uśmiechał się. Bo prowadzić do domu czterysta sześćdziesiąt owiec to nie jest byle co. W głębi duszy musiał wiedzieć, że dopóki owce będą wędrowały, świat nie wypadnie ze swych kolein..."

Andrzej Stasiuk, Październik. Redyk [w:] Kroniki beskidzkie i światowe
Fot. M. Raczkowski - Redyk pod Smolnikiem

1 Listopada

Wydawać by się mogło, że listopad to czas, kiedy ciężko szukać inspiracji dla "łąkowych tematów". Przy okazji minionej uroczystości Wszystkich Świętych sięgnęłam jednak po niezwykle ciekawą lekturę: Bieszczadzkie motywy roślinne. Między światem żywych a krainą zmarłych, autorstwa Adama Szarego – pracownika Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Okazuje się, że spacer po cmentarzach może być nie lada gratką dla botaników i pasjonatów roślin. I to na wielu płaszczyznach, gdyż jak pisze autor: "Roślina zawsze towarzyszyła człowiekowi w obliczu śmierci – tak w realnej drodze umierania, jak i w poetyckich zamyśleniach nad jej istotą."
Mamy zatem:
- żywe rośliny porastające mogiły lub składane na grobach (materialne wyrazy wdzięczności i pamięci wobec zmarłego; funkcja estetyczna)
- kwiaty składane bezpośrednio do grobów (symboliczne pożegnanie ze zmarłym)
- rośliny zamieszczane w trumnach (rola czysto praktyczna – aromat, działanie dezynfekujące i konserwujące; funkcje magiczno-symboliczne)
- zdziczałe rośliny na starych, opuszczonych nekropoliach (często wskazują lokalizację dawnych cmentarzy)
- rośliny obecne w dawnej i współczesnej sztuce kamieniarskiej lub metaloplastyce.

Wśród wyżej wymienionych roślin nie brakuje dziko rosnących gatunków łąkowych i leśnych. Niektóre z nich tworzą "zwarte kobierce i przez to swą wymową odnoszą się do zapowiedzi rajskich łąk." Spośród wielu gatunków przywołanych przez autora, zaprezentuję jedynie trzy ­– mając jednocześnie nadzieję, że zachęcą Was do indywidualnej lektury:)

BARWINEK POSPOLITY (Vinca minor)
"Przez wzgląd na zimotrwałość pędów barwinek w symbolice chrześcijańskiej oznaczał raj i nieśmiertelność – i chyba ta właśnie wymowa najbardziej przyczyniła się do tego, że tak chętnie sadzono go na cmentarzach."
Barwinek pospolity (fot. N. Tokarczyk, 2017)
BODZISZEK ŻAŁOBNY (Geranium phaeum)
"Jego nazwa przywodzić może jednoznaczne skojarzenia, a jeszcze gdy spojrzymy na kolor kwiatów i zwrócimy uwagę z jak zadziwiającą regularnością ten kwiat pojawia się na starych cmentarzach, trudno nie odnieść wrażenia, że w ręku bieszczadzkiej natury jest szczególnym atrybutem spontanicznej żałoby i wyrazem żalu po tych, co odeszli."
Bodziszek żałobny (fot. N. Tokarczyk, 2017)
DZIEWANNA DROBNOKWIATOWA (Verbascum thapsus)
"Stare przysłowie Gdzie rośnie dziewanna, tam bez posagu panna być może kojarzone było z zaniedbanymi i jałowymi łąkami, gdzie dziewannę łatwo spotkać. Ale  zaniedbanie mogło dotyczyć również spraw duchowych – gdy dziewanna wyrosła na grobie, wierzono, że dusza dopomina się modlitwy."
Dziewanna drobnokwiatowa (fot. N. Tokarczyk, 2017)

piątek, 26 października 2018

Pory roku

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wielką rolę w percepcji krajobrazu odgrywa sezonowa zmienność kolorystyki, związana z następstwem pór roku i czy krótkotrwałe zmiany warunków pogodowych mogą wpływać na postrzeganie przez nas danego miejsca?

Myślę, że poniższe zdjęcia (wykonane latem i jesienią) skłonią Was przemyśleń na ten temat, a mnie ­– do powtórzenia ujęcia wiosną i zimą:)
Polana Waksmundzka latem (fot. N. Tokarczyk, 2014)

Polana Waksmundzka jesienią (fot. N. Tokarczyk, 2014)

Redyk

"Idzie wiosenny redyk! (...)
Z bukowińskich dziedzin stromą, kamienistą drogą pełznie ku górom długi wąż redyku. Zbyrcą, turlikają bełkotliwym jazgotem blaszane dzwonki na obrożach, beczą radośnie owce, ujadają głębokim basem pasterskie psy.
Kroczy na przedzie wołoszyński baca. Godnie, strojnie, z paradom. Ba jakoz – jak redyk, to redyk! Gra mu zbójnickie marsze góralska muzyka. Ozwodzom się szeroko przyśpiewki juhasów... (...)
W rannym majowym słonku wdzięczą się świeżą runią rozłogi dolin i uboczy górskich. Szumią wesoło potoki. W rześkim powiewie wiosennego wiatru drżą ledwie rozwite, drobne listeczki brzóz. Prastarym, odwiecznym zwyczajem ciągną na hale i polany leśne mnogie stada owiec. (...)
Przewalają się jeszcze śnieżne kurniawy po wysokich halach, siąpi deszcz i duje wiatr halny, gdy z góralskich dziedzin znad Białki i górnych dopływów Dunajca ruszają w maju wiosenne redyki.
Popasają po drodze na niżnich polanach i wędrują powoli coraz wyżej w góry, czekając, aż się trawy zazielenią po halach."
Fot. K. Gorazdowska
"Ciężkie, jesienne mgły zawisły nad wierchami.
Zasuły skalny świat kłębami dymiących oparów. Szara ćma topi lasy, góry i doliny, pola kosówek i rude borówczyska. Jak tajemnicze zjawy majaczą w strzępach mgieł sylwety smreków. Dmie wiatr, bije wściekle w dachy pustych szałasów bluzgami deszczu i mokrego śniegu.
W jesienną szarugę, stromą percią górską spływa ku dolinie białą strugą owiec powrotny redyk. Niesie się z oddali rozszumiały echem, wielodźwiękowy gwar – gardłowe, dzikie przyśpiewki juhasów, piskanie skrzypek, turlikanie dzwonków, bek owiec, ujadanie białych owczarskich psów.
Idzie jesień. Wracają z powrotem w dziedziny stada pasterskich wspólnot. Z polany na polanę schodzą coraz niżej w poszukiwaniu resztek zielonych traw. Koczują jeszcze przez krótkie dni wrześniowe na reglowych zboczach, a z nadejściem słoty i jesiennych chłodów powracają w doliny.
Tak to od dawnych, zamierzchłych już czasów odbywa się co roku tatrzański redyk."

Kazimierz Saysse-Tobiczyk, Pod wierchami Tatr 
Nasza Księgarnia, Warszawa 1956

niedziela, 4 marca 2018

Zimowy sen

Spały tak wierchowiny, spały połoniny i puszcze wielkodrzewne na łonie świata wielkiego, jak dziecięta. Padały drzewa wiekowe, jawory, cisy, kiedry i sosny. Już nowe pokolenia, inne rody drzew zasiewały się na ich zmurszałych resztkach.

Stanisław Vincenz, Na wysokiej połoninie. Prawda starowieku

Staja na połoninie Smotrycz – Czarnohora (fot. E. Szubryt, 2011)

piątek, 2 marca 2018

Huculszczyzna – "żywe laboratorium" gospodarki pasterskiej

Huculszczyzna to jedno z ostatnich miejsc w Środkowej Europie (poza Rumunią), gdzie letni wypas na połoninach jest wciąż praktykowany i trwa w zasadzie nieprzerwanie mimo zmian historycznych i społeczno-gospodarczych. W II poł. XX wieku – podczas gdy w Europie Zachodniej następował powolny upadek gospodarki pasterskiej – większość wysokogórskich pastwisk w Karpatach Ukraińskich wykorzystywana była przez sowieckie kołchozy. Po rozpadzie ZSRR i stopniowym procesie reprywatyzacji, pasterstwo na Huculszczyźnie zaczęło funkcjonować w nowych realiach.
Fot. A. Nowak, 2009

Fot. A. Nowak, 2009

Głównych przyczyn utrzymywania się gospodarki pasterskiej na Huculszczyźnie należy szukać w silnym przywiązaniu mieszkańców do tradycji oraz w wysokim bezrobociu. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że mimo utworzenia dwóch dużych obszarów chronionych (Karpacki Park Narodowy i Karpacki Rezerwat Biosfery), nie wprowadzono całkowitego zakazu wypasu, jak miało to miejsce chociażby w Tatrach Polskich. Nie oznacza to jednak, że i tych terenów nie dotykają depopulacja i porzucanie gruntów. W zachodniej Czarnohorze w dalszym ciągu wykorzystywany jest niemal cały kompleks połonin, podczas gdy w pozostałej części głównego grzbietu wypas odbywa się tylko na wybranych połoninach. Prowadzi to do wytworzenia się ciekawych kontrastów krajobrazowych, gdzie opuszczone kilkadziesiąt lat temu obszary o mocno posuniętej sukcesji wtórnej sąsiadują z wciąż użytkowanymi pastwiskami.
Fot. A. Nowak, 2009

Fot. A. Nowak, 2009

Na uwagę zasługuje także silne zróżnicowanie gospodarki pasterskiej na Huculszczyźnie, przejawiające się w formie organizacyjnej wypasu, jego zasięgu przestrzennym, wielkości osad pasterskich, strukturze własności gospodarstw, czy nawet w profilu produkcji. Wspomniana różnorodność wynika z nawarstwiania się na przestrzeni lat odrębnych gospodarek pasterskich: huculskiej, węgierskiej i czechosłowackiej, austriackiej i polskiej, sowieckiej i w końcu współczesnej – ukraińskiej.
Fot. A. Nowak, 2009

Fot. A. Nowak, 2009

Wszystkim szerzej zainteresowanym współczesnym zróżnicowaniem pasterstwa na Huculszczyźnie polecam publikację Agaty Warchalskiej-Troll i Mateusza Trolla – Summer Livestock Farming at the Crossroads in the Ukrainian Carpathians: The Unique Case of the Chornohora Mountain RangeNa potrzeby wspomnianego artykułu autorzy przeprowadzili ponad 30 wywiadów. Wśród respondentów znaleźli się: pasterze, dzierżawcy gruntów, pracownicy obszarów chronionych, leśnictwa oraz instytucji naukowych, przedstawiciele lokalnych władz, właściciele firm turystycznych, a nawet były kierownik kołchozu. Szczegółowymi badaniami autorzy objęli 5 gospodarstw w Czarnohorze, zróżnicowanych pod względem form organizacyjnych wypasu – od najbardziej tradycyjnych do najnowocześniejszych.
Źródła informacji:
Troll M., Sitko I., 2006, Pasterstwo w zachodniej Czarnohorze (Karpaty Ukraińskie) w ujęciu przestrzenno-czasowym, [w:] M. Troll (red.), Czarnohora. Przyroda i człowiek, IGiGP UJ, Kraków, 111-140.
Warchalska-Troll A., Troll M., 2014, Summer Livestock Farming at the Crossroads in the Ukrainian Carpathians: The Unique Case of the Chornohora Mountain Range, Mountain Research and Development, 34(4), 344-355.

czwartek, 22 lutego 2018

O wypędzeniu i powrocie owiec w Tatry...

Czy owce musiały opuścić Tatry? Z dzisiejszej perspektywy można śmiało powiedzieć, że całkowite usunięcie pasterstwa z Tatr nie było dobrym posunięciem. Jednocześnie nie powinien budzić wątpliwości fakt, że znaczne ograniczenie skali wypasu w Tatrach było koniecznością.
Dolina Małej Łąki (fot. A.M. Wieczorek, l. 20-30 XX w.)
Jednym z licznych skutków II wojny światowej był olbrzymi wzrost pogłowia owiec na Podhalu. Przyczynił się do tego szereg czynników natury ekonomicznej, związanych z wysokimi kontyngentami na produkty zwierzęce nałożonymi przez hitlerowców. Józef Kolowca w jednej z licznych publikacji na ten temat wylicza, że: w ciągu sześciu lat wojny ponad 100 tysięcy sztuk bydła powędrowało z Podhala do żołądków niemieckich. Alternatywą dla hodowli bydła, którego ilość została tak znacznie ograniczona, stała się więc intensywna hodowla owiec, popierana zresztą przez hitlerowców, którzy poza mięsem rekwirowali też sporo wełny. Jako że Podhale nie posiadało poza Tatrami i Gorcami prawie zupełnie terenów wypasowych, ilość owiec wypędzanych w Tatry rosła w katastrofalnym tempie, osiągając w  1947 roku liczbę 30 tysięcy. Wypas o tak wielkim nasileniu powodował ogromne szkody w lasach i zagrożenie dla tatrzańskiej przyrody.

Józef Kolowca alarmował: Przy obecnych metodach wypasu Tatry mogą się stać już w niedługim czasie jednym wielkim usypiskiem i piarżyskiem, a w dolnych leśnych partiach las zostanie udeptany racicami owiec na martwe klepisko.
Hala Jaworzynka (fot. I. Saysse-Tobiczyk, l. 50. XX w.)
Hala Jaworzynka (fot. S. Arczyński)
Wobec powyższych faktów został opracowany Plan uzdrowienia stosunków w pasterstwie na Podhalu, który miał się opierać na 4 głównych założeniach:
1. Zagospodarowanie czterech wsi połemkowskich w okolicach Szczawnicy (Jaworki, Szlachtowa, Biała i Czarna Woda) na rezerwat wypasowy dla owiec podhalańskich
2. Wykup części owiec z Podhala
3. Letni wypas owiec z Podhala na Ziemiach Wschodnich
4. Zagospodarowanie nieużytków na Podhalu
Cała akcja odciążenia Tatr od nadmiernego wypasu miała mieć charakter dobrowolny.

I tak 8 maja 1948 roku około 8 tysięcy owiec przywędrowało spod Tatr na znacznie bujniejsze pastwiska w okolicach Szczawnicy. "Wielki Redyk" zakończył się ogromnym sukcesem. Ilość pozyskanego mleka i wełny przekroczyła wyobrażenia baców oraz właścicieli owiec.

Józef Kolowca relacjonował: Na jednym z cerkli wypasowych w rezerwacie wypasał owce baca Pawlikowski z Białego Dunajca. Obawiając się "nieznanego" baca ów pognał na halę same tylko owce stare, zostawiając w domu jagnięta, do czasu póki się nie rozejrzy po swoim pastwisku. Jednakże już po kilku dniach wysłał do wsi juhasa, aby przygnał na halę jagnięta. Wielkie było nasze zdziwienie, gdy z jagniętami przyszedł na halę jego 94-letni dziadek. Pokonał on tę drogę również w ciągu półtorej doby. "Przisełek chłopce bo bełek ciekawy, jako to tyz wom się wiedzie – piekne poso, nima co godać".
Wypas w okolicach Jaworek (fot. S. Mucha)

Ze względu na dużą ilość zainteresowanych, w kolejnym roku wypas owiec podhalańskich rozszerzono także na wybrane pastwiska w powiatach nowosądeckim (4 tysiące owiec) i gorlickim (2,5 tysiąca owiec). W późniejszych latach rozpoczęto także wywożenie owiec w Bieszczady. Niestety, oddanie nowych terenów do wypasu tylko chwilowo odciążyło tatrzańskie hale, gdyż w obliczu sprzyjających warunków liczba owiec na Podhalu wzrosła w latach 1948-1953 niemal dwukrotnie, a nie wszyscy bacowie zgadzali się na opuszczenie Tatr. Kiedy więc w 1954 roku utworzono Tatrzański Park Narodowy zaczęto szukać skuteczniejszych rozwiązań. Pojawiały się różne głosy, jednak znawcy problemu byli raczej przeciwni wprowadzeniu zupełnego zakazu wypasu w Tatrach.
Pod Bystrą (fot. T. Dohnalik)
Zofia Radwańska-Paryska podkreślała: Pasterstwo jest organicznie związane z obszarem Tatr i Podtatrza: pasące się kierdle owiec, juhas wędrujący za stadem i pohukujący, szałasy na halach, zapach dymu snującego się w pobliżu szałasów – są to elementy krajobrazu Tatr Polskich, które tak jak i szereg innych, zasługują na opiekę i ochronę. Jednakże kosztem jednych wartości nie można umniejszać innych, tym bardziej gdy są one jednymi z najcenniejszych w kraju. Owce we właściwej liczbie i na właściwych terenach są ozdobą halnego krajobrazu Tatr. Owce natomiast w nadmiarze – są jednym z największych szkodników przyrody górskiej.

Podobnego zdania był Józef Kolowca: Wypasu w Tatrach nie należy jednak zupełnie zlikwidować. Niewątpliwie Tatry bez pasterstwa straciłyby dużo ze swego uroku – życie i obyczaje pasterstwa zachowały bowiem jeszcze sporo dawnych cech, pełnych swoistego piękna i pewnego jakby dostojeństwa. Obyczaje te, które w swej formie pierwotnej zachowały się jedynie w Tatrach, w stroju, sprzęcie, mowie i kulturze tego ludu, godne są przekazania następnym pokoleniom. Pasterstwo w Tatrach winno być jednak ograniczone tylko do kilku wybranych do tego celu hal.

Także Bogumił Pawłowski pisał: Podkreślić wszakże należy, że specjalnie w obrębie Tatrzańskiego Parku Narodowego olbrzymia większość łąk wysokogórskich winna stanowić nie rezerwaty, ale tylko powierzchnie niezmienialne, na których umiarkowany wypas odbywać się będzie nadal.

Mimo to, 8 grudnia 1960 roku Rada Ministrów podjęła Uchwałę w sprawie uregulowaniu stosunków własnościowych na terenie Tatrzańskiego Parku Narodowego. Zobowiązywała ona do wykupu lub wymiany gruntów prywatnych i wywłaszczenia uprawnień służebnościowych w terminie do końca 1965 roku. Akcja wykupu i wywłaszczeń gruntów przebiegała jednak dużo wolniej. Na niektórych polanach wypas trwał jeszcze do 1978 roku. Powszechnym zjawiskiem był także nielegalny wypas.
Stare Kościeliska (fot. K. Gorazdowska, 1963)

Jan Antoł – jeden z głównych inicjatorów powrotu pasterstwa w Tatry ­– tak relacjonował ostatnią wywózkę bacy Jana Murzańskiego z Rusinowej Polany: Kiedy się zjawili na polanie, on pasł owce gdzieś tam pod Gęsią Szyją. Przyszli do niego, że musi schodzić. "– Nej, jak muse, to biercie se owce, jo tu ostane." Stał tak wsparty na ciupadze i patrzył się w Tatry. Nie odwracał się w ogóle, nie dbał o to co sie dzieje na dole. Owce oni pozaganiali. Sprzęty z szałasu pozabierali, załadowali na auta, bo tam jakimś gazikiem przyjechali. Potem się kapli, że on może sobie coś zrobić i może być wielki skandal. I wróciło się dwóch, mówią: "Baco myśmy już wszystko załadowali i owce pędzą, chodźcie z nami." Dał się wziąć pod ręce i tak go z Rusinki wyprowadzili.
Rusinowa Polana (fot. R. Wionczek)

Całkowity zakaz wypasu w Tatrach oraz proces wywłaszczeń spowodowały protesty społeczności podhalańskiej. Wychodząc naprzeciw postulatom Związku Podhalan, 13 lipca 1981 roku Rada Ministrów zmieniła rozporządzenie o utworzeniu Tatrzańskiego Parku Narodowego. Wprowadzono nowy ustęp uprawniający dyrektora parku do zezwolenia na ograniczony wypas kulturowy na polanach nie podlegających ochronie ścisłej. W 1982 roku dopuszczono do wypasu 19 polan, głównie w reglu dolnym Tatr Zachodnich. W latach następnych pod wypas kulturowy oddano kolejne polany, z czego w reglu górnym tylko dwie: Kopieniec i Rusinową Polanę.

Zgodnie z definicją przytoczoną przez Stanisława Mielczarka wypas kulturowy jest więc: przywróceniem tradycyjnego, nawiązującego do zespolonego z przyrodą i krajobrazem pasterskiego sposobu użytkowani polan – ograniczonego wymogami ochrony przyrody: ilościowo, czasowo i przestrzennie. Oznacza to wypas miejscowej rasy owiec i krów, przy pomocy psów owczarskich z obowiązkiem zachowania przez baców i juhasów tradycyjnych obrzędów i obyczaju pasterskiego, a także: używania dawnego sprzętu w obrębie szałasu, noszenie odzienia góralskiego, posługiwanie się na codzień gwarą oraz wydobywania innych przejawów podtrzymujących i dokumentujących wielowiekowy związek kulturowy społeczności góralskiej z Tatrami.

Źródła informacji:
Ciurzycki W., 2003. Gospodarka pasterska a lasy Tatr Polskich. Sylwan, 11, 80-85.
Grocholski M., 2011. Jezus, Mario! Nasi przyśli! – rozmowa z Janem Antołem. Tatry, 3(37), 52-61.
Kolowca J., 1947. Uwagi nad projektem uzdrowienia stosunków w pasterstwie i hodowli. Wierchy, 17, 170-175.
Kolowca J., 1949. Wielki Redyk. Chrońmy Przyrodę Ojczystą, 5(7-8), 27-31.
Kolowca J., 1957. Projekt organizacji pasterstwa w Tatrzańskim Parku Narodowym. Ochrona Przyrody, 24, 179-220.
Mielczarek S., 1984. Ograniczony, kulturowy wypas owiec i krów w Tatrzańskim Parku Narodowym. Parki Narodowe i Rezerwaty Przyrody, 5(1), 59-66.
Pawłowski  B., 1950. Znaczenie socjologii roślin dla racjonalnej gospodarki człowieka w przyrodzie. Ochrona Przyrody, 19, 1-30.
Radwańska-Paryska Z., 1959. Ochrona przyrody a pasterstwo, [w:] W. Antoniewicz (red.), Pasterstwo Tatr Polskich i Podhala, T 1 – Fizjografia i geografia pasterstwa Tatr Polskich i Podhala, 175-192.

Owce w krajobrazie Tatr

Zbyrkanie dzwonków i cichy bek owiec rozwłóczonych we mgle, nie są dysonansem w ciszy górskiego świata. Tak samo jak nie mąci jej szmer potoku czy poszum wiatru w gąszczu kosodrzewu. Owce stanowią element krajobrazu typowo górski, miły i malowniczy. Nie razi nas, najszczerszych miłośników Tatr, ten swojski widok kolib na hali, postaci juhasów i kierdelu owiec na uboczach. Trudno nam nawet wyobrazić sobie, jak martwo, pusto i smutno wyglądałaby latem Gąsienicowa Hala bez jednego choćby szałasu.

Toteż o zupełnym zaniechaniu wypasów i zabronieniu redyków w polskie Wysokie Tatry  nie może być mowy. Należy je tylko ograniczyć wyłącznie do niektórych hal, a równocześnie przestrzegać surowych rygorów odnośnie owczego pogłowia i metod prowadzenia halnego gospodarstwa.

Redyk owczy jest bowiem wiernym pokazem prastarego zwyczaju, a tym samym bezcennym zabytkiem kulturowym, zasługującym na troskliwą ochronę na równi z rezerwatami pierwotnej przyrody.

Saysse-Tobiczyk K., 1956. Na szczytach Tatr. Sport i Turystyka, Warszawa.
Fot. Z. Kamykowski, l. 50. XX w.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Zima w Tatrach

"Jak ciche są te góry, gdy leżą pod śniegiem,
zaszyte w biały całun kosówkowym ściegiem!"

M. Pawlikowska-Jasnorzewska

Zima na Hali Gąsienicowej (fot. Roman Serafin, l. 50. XX w.)
Zima na Kalatówkach (fot. Zygmunt Sułkowski, l. 50. XX w.)