piątek, 26 października 2018

Pory roku

Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wielką rolę w percepcji krajobrazu odgrywa sezonowa zmienność kolorystyki, związana z następstwem pór roku i czy krótkotrwałe zmiany warunków pogodowych mogą wpływać na postrzeganie przez nas danego miejsca?

Myślę, że poniższe zdjęcia (wykonane latem i jesienią) skłonią Was przemyśleń na ten temat, a mnie ­– do powtórzenia ujęcia wiosną i zimą:)
Polana Waksmundzka latem (fot. N. Tokarczyk, 2014)

Polana Waksmundzka jesienią (fot. N. Tokarczyk, 2014)

Redyk

"Idzie wiosenny redyk! (...)
Z bukowińskich dziedzin stromą, kamienistą drogą pełznie ku górom długi wąż redyku. Zbyrcą, turlikają bełkotliwym jazgotem blaszane dzwonki na obrożach, beczą radośnie owce, ujadają głębokim basem pasterskie psy.
Kroczy na przedzie wołoszyński baca. Godnie, strojnie, z paradom. Ba jakoz – jak redyk, to redyk! Gra mu zbójnickie marsze góralska muzyka. Ozwodzom się szeroko przyśpiewki juhasów... (...)
W rannym majowym słonku wdzięczą się świeżą runią rozłogi dolin i uboczy górskich. Szumią wesoło potoki. W rześkim powiewie wiosennego wiatru drżą ledwie rozwite, drobne listeczki brzóz. Prastarym, odwiecznym zwyczajem ciągną na hale i polany leśne mnogie stada owiec. (...)
Przewalają się jeszcze śnieżne kurniawy po wysokich halach, siąpi deszcz i duje wiatr halny, gdy z góralskich dziedzin znad Białki i górnych dopływów Dunajca ruszają w maju wiosenne redyki.
Popasają po drodze na niżnich polanach i wędrują powoli coraz wyżej w góry, czekając, aż się trawy zazielenią po halach."
Fot. K. Gorazdowska
"Ciężkie, jesienne mgły zawisły nad wierchami.
Zasuły skalny świat kłębami dymiących oparów. Szara ćma topi lasy, góry i doliny, pola kosówek i rude borówczyska. Jak tajemnicze zjawy majaczą w strzępach mgieł sylwety smreków. Dmie wiatr, bije wściekle w dachy pustych szałasów bluzgami deszczu i mokrego śniegu.
W jesienną szarugę, stromą percią górską spływa ku dolinie białą strugą owiec powrotny redyk. Niesie się z oddali rozszumiały echem, wielodźwiękowy gwar – gardłowe, dzikie przyśpiewki juhasów, piskanie skrzypek, turlikanie dzwonków, bek owiec, ujadanie białych owczarskich psów.
Idzie jesień. Wracają z powrotem w dziedziny stada pasterskich wspólnot. Z polany na polanę schodzą coraz niżej w poszukiwaniu resztek zielonych traw. Koczują jeszcze przez krótkie dni wrześniowe na reglowych zboczach, a z nadejściem słoty i jesiennych chłodów powracają w doliny.
Tak to od dawnych, zamierzchłych już czasów odbywa się co roku tatrzański redyk."

Kazimierz Saysse-Tobiczyk, Pod wierchami Tatr 
Nasza Księgarnia, Warszawa 1956