wtorek, 18 kwietnia 2017

Sianokosy oczami Vincenza

Gdy zaczynają się sianokosy, znów innym życiem napełniają się carynki: słychać dzwonienie i klepanie kos, głosy i śpiewy kosiarzy. Z daleka płyną wesołe okrzyki: „Boże pomahaj! Sława Isu!” Odkrzykują im z daleka: „Sława Bogu i wam, dziękować za słowo dobre, Boże pomahaj i wam” i dalej dzwonią kosy. Niewiasty przynoszą kosiarzom jedzenie daleko w pole, aby nie tracąc czasu, mogli wyzyskać pogodę. W grabieniu i gromadzeniu siana biorą udział kobiety. Kiedy zgromadzą wreszcie większą kopę siana, staje na jej szczycie kobieta, a chłopy podają z dołu na widłach siano, przynosząc je z daleka na noszach. Z wierzchu jaskrawi się pyszna, czerwona, puszysta chustka. Kobieta sporządza i urabia kształt kopicy. Wreszcie stanęło gotowe, potężne „siano”, przyjmując kształt kopuły cerkiewnej.

Stanisław Vincenz "Na wysokiej połoninie – Prawda starowieku"
Czarnohora (fot. N. Tokarczyk, 2010)

Czarnohora (fot. N. Tokarczyk, 2009)

Czarnohora (fot. N. Tokarczyk, 2010)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz